Witajcie kochani!
Dzisiaj opowiem Wam o podkładzie, do którego w dalszym ciągu mam mieszane uczucia. Raz go kocham, raz nienawidzę.
Clinique
Redness Solution
SPF15
Opis:
Nowy beztłuszczowy podkład Redness Solutions Makeup SPF 15 jednocześnie pielęgnuje skórę i maskuje zaczerwienienia bez względu na ich przyczyny.Skóra naczynkowa, wrażliwa, skłonna do zaczerwienień - właśnie z tymi problemami ma radzić sobie najnowszy podkład Clinique Redness Solutions Makeup SPF 15. Jedną z najczęstszych przyczyn zaczerwienienia twarzy jest trądzik różowaty. Wiele osób boryka się również z problemem skóry naczynkowej i wyjątkowo wrażliwej. Jeszcze inni mają tendencję do czerwienienia się w sytuacjach stresowych, przy zmianach hormonalnych, czy klimatycznych.Ten lekki fluid ma właściwości kojące, przynosi natychmiastową ulgę podrażnionej skórze oraz nadaje jej naturalny wygląd i uczucie komfortu. Zawarte w formule żółto-zielone drobinki neutralizują zaczerwieniania, wyciąg z kory magnolii oraz ekstrakt z grzybów działają kojąco, a masło murumuru utrzymuje prawidłową barierę hydrolipidową. Zastosowana technologia priobiotyczna wzmacnia barierę skórną, co wpływa na widoczną i odczuwalną poprawę kondycji cery. Dodatkowo podkład zawiera filtr ochronny SPF 15 oraz antyoksykanty, które chronią delikatną skórę przed działaniem szkodliwych czynników środowiskowych.
Przetestowany alergologicznie, w 100% bezzapachowy, beztłuszczowy.
Cena:
£24.00 / 100zl
30ml
Podkład dostępny jest w 6 odcieniach:
Na podkład skusiłam się tylko ze względu na to, że miałam jego próbkę i spisał się genialnie na mojej cerze. Jednak używałam go również z próbką kremu z tej samej serii i możliwe, ze właśnie dlatego byłam zadowolona a wręcz zachwycona nim. Przy zakupie pełnowymiarowego opakowania mój zachwyt minął. Ale zacznijmy od początku.
Opakowanie bardzo poręczne, małe, lekkie i wykonane z plastiku, więc możemy spokojnie zabrać go w podróż bez obaw, że się potrzaska. Kosmetyk bez problemu wydobędziemy z opakowania unikając przy tym rozlania.
Podczas nakładania jest bardziej tępy i nie rozprowadza się tak lekko jak
Dior Forever czy
Chanel Vitalumiere. Już po pierwszym rozprowadzeniu zauważamy, że twarz się bardzo świeci. Próbowałam nałożyć go na lżejszy krem jednak i to nie pomogło, podkład sam w sobie jest bardzo rozświetlający. Co nie do końca jest dobrym rozwiązaniem, bo po paru godzinach twarz błyszczy się jeszcze bardziej. Jedynym plusem jest to, że po paru minutach podkład wchłania się i dostosowuję do koloru naszej cery, zakrywając wszelkie zaczerwienienia. Buzia wygląda po nim świeżo i promiennie. Niestety jednak jak moja twarz ma gorszy dzień, to już po 3 godzinach potrafi się błyszczeć niemiłosiernie. Z tym podkładem również dobrze sprawdzi się zdanie 'mniej znaczy lepiej'. Przy zbyt grubej warstwie osiągniemy nieestetyczny efekt maski.
Tak jak napisałam na początku, są dni kiedy uwielbiam ten podkład, własnie za to rozświetlenie które daje efekt wypoczętej i zdrowej cery. Za neutralizowanie czerwonych miejsc na buzi i wyrównanie jej kolorytu. Są niestety chwile, kiedy wręcz mnie irytuje efekt błyszczenia i bez pudru matującego się nie obejdzie.
Tak prezentuje się sam podkład bez użycia pudru.
Nie jest to mój ulubiony podkład, ale nie jest też najgorszy. Nie wrócę już do niego, chyba że kiedyś będę mieć typowego sucharka na twarzy. Jednak przy mojej teraźniejszej, mieszanej cerze z tendencja do błyszczenia w strefie T, podkład średnio się sprawdza.
Udanej niedzieli kochani Wam życzę i dajcie mi znać czy wszystko dobrze się Wam wyświetla. Doszły mnie słuchy ze szablon był za szeroki, co sprawiało że musieliście przesuwać go w bok. Co prawda już to naprawiłam, ale jakby w dalszym ciągu było coś źle to piszcie!